Czas na wywczas

czyli jak wypoczywali Polacy w II Rzeczpospolitej

Po odzyskaniu niepodległości i w pierwszych latach wolności mało kto z obywateli odrodzonej Polski miał czas myśleć o wypoczynku. Co prawda odrodzona Rzeczypospolita ustawowo zabezpieczyła i dbała o to, by ludzie dostali urlop, ale niespokojne lata a przede wszystkim bieda hamowały chęć do wypoczynkowych wyjazdów.

Gdy burze dziejów ucichły i kraj nieco okrzepł, ludność zaczęła się bogacić a wraz z rozwojem intelektualnym, ekonomicznym i gospodarczym w życiu wielu Polaków wypoczynek poza miejscem zamieszkania oraz turystyka zaczęła odgrywać istotną rolę. Zaczęto zwracać uwagę na zdrowy tryb życia a popularnym stało się uprawianie sportów oraz przebywanie na świeżym powietrzu. Pytanie „Czas na wywczas… ale gdzie wyjechać?” stawało się coraz powszechniejsze.

Regiony turystyczne w tamtych czasach nazywano „regionami letniskowymi”, turystów „letnikami” natomiast miejscowości ich przyjmujące „letniskami”. Z początku najpopularniejszymi kierunkami były min. Puszcza Kampinoska, Kaszuby, okolice Mławy, Kazimierz nad Wisłą, Nowogródek, Warka, Puszczykowo, Spała i Żarki. Musimy pamiętać, że w owym czasie kierunki wojaży turystycznych były inne, niż w czasach nam współczesnych. Nie musimy aż nadto wytężać pamięci, aby zdać sobie sprawę czemu. Morskie wybrzeże Polski stanowił stosunkowo nieduży pas wybrzeża – właściwie tylko Gdynia, która początkowo nie miała turystycznego charakteru. Pozostawał więc półwysep helski z Juratą, która stała się naszą „perłą polskiego morza”. Jeziora i lasy Mazur nie mogły być atrakcją turystyczną, ponieważ leżały w większości po niemieckiej stronie granicy. Krainą Tysiąca Jezior były w tym czasie tereny dzisiejszej Łotwy i okolice Święcian oraz urocza polodowcowa okolica Doliny Dźwiny z hiperkontynentalnym klimatem.  Na południowym wschodzie na ziemiach dzisiejszej Ukrainy mogliśmy poczuć klimat orientalny, gdzie temperatura przekraczała często 35 stopni, rosły brzoskwinie, tropikalne owoce i mnóstwo winnic. Tak wyglądał pobyt w Zaleszczkach – miejscowości pięknie położonej nad skalistymi brzegami Dniestru. Orientalna stolica Polski przyciągała swymi bulwarami, plażami oraz klimatem przypominającym ten na Krymie. Warto wspomnieć tu o najdłuższym połączeniu kolejowym – nocnym pociągu kursującym wówczas na linii Gdynia – Zaleszczki, wyładowanym nie tylko podróżnymi, ale i setkami skrzyń z południowymi owocami. Natomiast na południu Polski nie mieliśmy jeszcze dostępu do pięknych Karkonoszy i podróżując w Karpaty.

Kilka lat po zakończeniu Wielkiej Wojny rozpoczął się proces ponownego tworzenia organizacji turystycznych. Wznowiona została działalność Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego czy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Państwo polskie powołało przy Ministerstwie Robót Publicznych początkowo dwuosobowy zespół – referat do spraw turystyki, na czele którego stanął Mieczysław Orłowicz, który po 1926 r. (po przewrocie majowym) otrzymał do dyspozycji fundusze na rozwój turystyki w kraju. Istotnym punktem polityki rządu w tym zakresie były min. znaczące dopłaty do biletów kolejowych dla młodzieży, zakładanie oraz dofinansowywanie nowych organizacji młodzieżowych o charakterze sportowo-turystycznym. Rozwój polskiej turystyki po „niebycie” powoli nabierał rozpędu tak, aby w następnym dziesięcioleciu przeżyć prawdziwy rozkwit.

W miarę wzrostu gospodarczego na bliższe i dalsze wycieczki mogły już sobie pozwolić szersze warstwy społeczeństwa. Tak „ojcowie” naszej niepodległości jak np. Ignacy Mościcki, który równie chętnie korzystał z wakacyjnego relaksu jak i Józef Piłsudski. Marszałek, który najchętniej spędzał wakacje na rodzinnej Wileńszczyźnie, w Druskiennikach nad Niemnem, do których od 1924 r. wybierał się co roku.Na terenie miejscowości istniało wówczas uzdrowisko, w którym propagowano zdrowy tryb życia oraz leczenie poprzez metody uznawane za innowacyjne – ruch i przebywanie na świeżym powietrzu. W kwestii wypoczynku Mościcki był całkowitym przeciwieństwem Józefa Piłsudskiego. Podczas gdy naczelnik państwa przebywał w skromnej willi, w ciszy i spokoju, prezydent wspaniale czuł się na okazałych rautach, bawiąc w wystawnych rezydencjach.
Aby ułatwić społeczeństwu wygodniejszy dostęp do wypoczynku zaczęły powstawać biura podróży. Instytucje takie istniały jeszcze przed wojną, było ich jednak stosunkowo niewiele. Jako jedno z pierwszych, bo już w 1920 r powstało biuro turystyczne „Orbis”. Rozpoczęło swoją działalność, gdy spora część potencjalnych wczasowiczów znajdowała się na froncie. Z biegiem czasu przedsiębiorstwo rozwinęło się, uzyskując status międzynarodowego biura podróży.

Bardzo dużą popularnością cieszyły się kurorty górskie. Jednym z najchętniej odwiedzanych górskich ośrodków było niewątpliwie Zakopane. W Zakopanem przebywała cała polska elita artystyczna: aktorzy, pisarze, poeci czy malarze. Na uliczkach Zakopanego spotkać można było Witolda Gombrowicza, Stanisława Witkiewicza, Jarosława Iwaszkiewicza czy Kornela Makuszyńskiego. Gombrowicz tak wspominał pobyt w górach:

„Szlagony z Kresów lub z Poznańskiego, aferzyści, Radziwiłłowie, inteligencja, studenteria, suchotnicy, górale – wszystko mieszało się na Krupówkach”

Te barwne postacie, przybywające w Tatry zachodnie, ciągnąc za sobą różnorakie afery, wabiły kolejne grupki takich samych ekscentryków oraz oczywiście zwykłych wczasowiczów, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć, jak wygląda życie codzienne ówczesnej bohemy. To właśnie wtedy (1923 r.) Karol Stryjeński zaprojektował skocznię na Wielkiej Krokwi. Powstały liczne hotele i kawiarnie, a w latach 1935 -1936 wybudowano kolejkę linową na Kasprowy Wierch.

Inną znaną i lubianą przez wczasowiczów oraz kuracjuszy miejscowością była (i jest wszak nadal) urocza Krynica. Znana była jeszcze z przed Wielkiej Wojny, kiedy to zasłynęła z wód o leczniczych właściwościach. To właśnie w tym czasie rodziła się popularność Kryniczanki, Nałęczowianki czy Muszynianki. Po roku 1918 r. nastąpił gwałtowny rozwój miejscowości pod kątem obsługi kuracjuszy. Podjęto szereg inwestycji: wyremontowano i rozbudowano dawny Dom Zdrojowy, wybudowano nadrzeczne bulwary, wyasfaltowano drogi. Powstały łazienki do kąpieli mineralnych z ponad dwustoma kabinami. Wybudowano skocznię narciarską, lodowisko oraz największy w kraju tor saneczkowy. Tak więc obok wód zdrojowych i odnajdywania zdrowia w zabiegach dla kuracjuszy, możliwość uprawiania sportów zimowych i dobra zabawa, przyciągała rzeszę turystów oraz przedstawicieli międzywojennej elity. Pojawiały się tam znane osoby jak np. premier Władysław Grabski czy gwiazdy przedwojennego kina Mira Zimińska czy Antoni Fertner. W 1937 r. do jednego z najnowocześniejszych hoteli w Europie jak na owe czasy, ekskluzywnego hotelu „Patria” przybyła księżna holenderska Julianna wraz z mężem.

Terytoria znajdujące się na terenie dzisiejszej Ukrainy w Karpatach Wschodnich cieszyły się w międzywojennej Polsce dużym uznaniem. Jaremcze, Mikuliczyn, czy Worochta – miejscowości położone w dolinie Prutu – dzięki połączeniom kolejowym miały dobrą komunikację z resztą kraju. Głównie z dużymi ośrodkami ze Lwowem oraz Stanisławowem. Szczególnie bliska pasjonatom białego szaleństwa była Worochta, która słynęła również ze zdrowego klimatu. Tam zatrzymywały się na kilkanaście godzin w celu dowozu i zabrania narciarzy słynne pociągi narciarskie. Pociągi te zatrzymywały się również w innych miejscowościach, oczywiście Zakopanem, Krynicy oraz kilku innych.  Latem natomiast uprawiano turystykę górską, zdobywając np. szczyty Czarnohory.

Ważnym punktem na turystycznej mapie przedwojennej Polski były Zaleszczki czy Kosów. Tam działalność swoich zakładów zdrowotnych prowadził Pan dr Apolinary Tarnawski, gdzie za bardzo duże pieniądze kuracjusze spędzali „ekskluzywnie” czas na codziennej gimnastyce, górskich wędrówkach i całkowitej abstynencji od alkoholu i tytoniu.

Również w Truskawcu (obecna Ukraina) spotykali się wybitni artyści tamtego okresu. W kurorcie tym leczyli się m.in.: Zofia Nałkowska, Julian Tuwim czy Kornel Makuszyński. Przyjeżdżali tam również sportowcy Halina Konopacka, Stanisław Marusarz i aktorzy Tola Mankiewiczówna, a także znani politycy: Ignacy Daszyński, Stanisław Wojciechowski czy Wincenty Witos. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Truskawiec trzykrotnie otrzymał złoty medal jako najlepsze uzdrowisko Polski. W miejscowości pozyskiwana była woda mineralna Naftusia. Truskawiec był najmłodszym i bardzo modnym uzdrowiskiem w Polsce. W okresie międzywojennym zbudowano w nim około 300 hoteli, pensjonatów i willi wypoczynkowych. Posiadał dobre połączenie kolejowe z resztą kraju, a mieszkańcy Borysławia czy Drohobycza korzystali tam z dobrze funkcjonującego podmiejskiego letniska.  Natomiast dla pasjonatów wędrówek wodnych celem wielu wakacyjnych wypraw była miejscowość Żabie na huculskich ziemiach, gdzie rozpoczynała się trasa spływów kajakowych po granicznych wodach Czeremoszu (Polska – Rumunia).

Górskie wczasowiska cieszyły się jak widać niezwykłą popularnością. Jednak na północy kraju, już w pierwszych latach II Rzeczpospolitej, stopniowo zaczynała rozwijać się dodatkowa, jakże atrakcyjna możliwość wypoczynku. Polscy urlopowicze coraz chętniej odwiedzali Gdynię, Hel, czy Jastrzębią Górę. W związku z postanowieniami traktatu wersalskiego, na mocy którego Gdańsk otrzymał status Wolnego Miasta, Polska została pozbawiona własnego, niezależnego portu morskiego. Mieliśmy własny 140-kilometrowy odcinek wybrzeża, który należało odpowiednio zagospodarować. Siłą rzeczy wybierano się i do Gdańska. Przyczyniał się do tego łatwy dojazd oraz bogata oferta pensjonatów, hoteli i domów wycieczkowych. Niestety z upływem czasu turystom z Polski na każdym kroku dawał się tam we znaki, coraz to bardziej rozrastający się nacjonalizm niemieckich mieszkańców Wolnego Miasta (+ – 90% mieszkańców). Dlatego też zaraz po odzyskaniu niepodległości jedną z najważniejszych inwestycji stało się rozbudowanie niewielkiej wioski rybackiej – Gdyni, tak aby spełniała wymagania stawiane polskiej gospodarce.  W szybkim czasie stała się ona największą dumą przedwojennej Polski. W roku 1934 r. była pierwszym portem przeładunkowym nad Bałtykiem, cieszącym się opinią najnowocześniejszego w Europie. Poza kwestią rozwoju gospodarczego zwrócono dość szybko uwagę na potrzeby letników. Już w 1937 r.  wybudowano tam ogromny Dom Turysty dla niemal 1000 gości. W pierwszej połowie lat dwudziestych oprócz Gdyni popularność zyskały niektóre mniejsze miejscowości położone nad Zatoką Pucką. Wiązało się to z rozbudową linii kolejowej Gdańsk – Puck umożliwiającej bezpośredni dojazd na Hel. Letnicy systematycznie zaczęli pojawiać się w takich miejscowościach jak: Swarzewo, Chałupy, Kuźnica, Jastarnia, a także Wielka Wieś – Hallerowo (Władysławowo). 
Na początku minionego wieku jeździliśmy przeważnie do dwóch miejsc nad morzem czyli Sopotu i Połągi. Do Sopotu (Zoppot) zaglądali przede wszystkim obywatele z zaboru pruskiego. Z kolei mieszkańcy Królestwa Polskiego, czyli zaboru rosyjskiego, mieli wybrzeże litewskie z właśnie Połągą oraz Libawą na czele. Wielkim ukontentowaniem wśród letników cieszył się kurort w Kamiennej Górze (obecnej dzielnicy Gdyni). Historia jego sięga 1920 r., kiedy to warszawski bankier Ryszard Gałczyński założył spółkę Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich SA (funkcjonujące do dnia dzisiejszego). Właściciel spółki wykupił teren, na którym zorganizował został kurort letniskowy. Innymi popularnymi polskimi nadmorskimi miejscami nadmorskiego wypoczynku były Jurata oraz Jastrzębia Góra. Ta pierwsza powstała w 1928 r. jako Spółka Jurata Uzdrowisko na Półwyspie Helskim S.A. Wraz ze swoim rozwojem rozbudowała się w szybkim czasie o własną elektrownię, wodociągi, restauracje, platformy do dancingu, korty tenisowe. Wszystko, czego letnikom nad morzem było potrzeba. W tym okresie powstało w miejscowości wiele hoteli i luksusowych domków. Częstym gościem pensjonatów w Juracie był polski pisarz, poeta i malarz Mieczysław Lurczyński. Najprawdopodobniej właśnie tam Wojciech Kossak stworzył co najmniej dwa swoje dzieła „Na straży polskiego morza” oraz „Zaślubiny Polski z morzem”. Wraz z ojcem mieszkały i tworzyły również jego córki Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec. Półwysep helski a przede wszystkim Hel stał się bardzo szybko modnym i chętnie odwiedzanym kurortem. Już sam przejazd pociągiem z Pucka był wielkim urozmaiceniem. Polska malarka Monika Żeromska tak wspominała:

„Pociąg toczy się między dwoma morzami po wąskim skraweczku ziemi, blask bije od drobnych fal po obu stronach i tylko szare, ostre trawy przysłaniają tę śliczną, bliską wodę”

Kierując się z Gdańska ku Gdyni zatrzymujemy się w Brzeźnie, obecnie dzielnicy Gdańska. Pod koniec XIX wieku w letnisku w Brzeźnie obowiązywały następujące ceny poszczególnych usług:

1 kąpiel z igieł świerkowych: 1,5 marki

5 kąpieli z igieł świerkowych: 6 marek

1 kąpiel zawierająca kwas węglowy: 2 marki

1 zimny lub ciepły prysznic z wody morskiej: 0,5 marki

1 kąpiel bagienna z kąpielą oczyszczającą: 2,5 marki

4 kąpiele słoneczno-morskie: 5 marek

1 zimna kąpiel morska: 0,25 marki

5 zimnych kąpieli morskich: 2 marki

1 zimna kąpiel morska dla dzieci poniżej 12 lat: 0,20 marki

bilet miesięczny: 3 marki

Rozrost kąpieliska zatrzymał wybuch Wielkiej Wojny. Natomiast okres międzywojenny, lata dwudzieste i trzydzieste przyniosły rozkwit turystyczny miasteczka. W 1928 roku powstał okazały dom zdrojowy, rozbudowano molo oraz już dziś nieistniejącą halę plażową. Powstały liczne restauracje i gospody. Samo kąpielisko jedno z najnowocześniejszych w owym czasie, podzielone było na trzy części: męską, żeńską i rodzinną pośrodku. Jak wspominała Polska tłumaczka literatury angielskojęzycznej Zofia Hartingh „Dodatkową atrakcją były nocne spacery łodziami po morzu, w księżycowe noce”. W czasie sezonu kilka razy w tygodniu urządzano wycieczki po Zatoce Gdańskiej. Urozmaicenie usług turystycznych oferowanych w Brzeźnie oraz dogodny dojazd jak również położenie sprawiły coraz większy napływ kuracjuszy.

Znanym w całej Europie kurortem wczasowym był wspomniany już Sopot. Pierwsze domy dla letników i kuracjuszy powstawały tam z inicjatywy doktora Jeana Georga Haffnera w pierwszej połowie XIX wieku. W 1870 do Sopotu doprowadzono linię kolejową, przez co uzyskał dogodne połączenie z resztą kraju. W szybkim czasie zaowocowało to znacznym wzrostem liczby gości. W mieście pojawiały się znane osobistości świata kultury, w tym: Henryk Sienkiewicz czy jeszcze nie tak rozpoznawalna i jeszcze nie Curie, młoda Maria Skłodowska. Znane nam wszystkim sopockie molo oraz imponujący skwer kuracyjny rozbudowane zostało w latach 1927-1928. Była to największa przebudowa, okazją było 25-lecie Sopotu oraz 100-lecie budowy pomostu. Wypoczynek nad morzem nie musiał być ograniczony do kąpieli morskich i leżakowania na plaży. Nie kończono również wywczasów na leczniczych zabiegach w ośrodkach dla kuracjuszy. Napływ i różnorodność gości wymusiły na organizatorach wypoczynku, właścicielach ośrodków wczasowych i kuracyjnych rozwinięcie proponowanej przybyszom oferty.  Aby urozmaicić pobyt i uaktywnić wczasowiczów, stawiono na rozwój sportów wodnych – rejsy, kajakarstwo, wioślarstwo, żeglarstwo czy zawody pływackie. Sopot oferował także inną formę rozrywki, niezwiązaną z plażowaniem a tym bardziej z kurowaniem stanu swego zdrowia. W niedługim czasie miasto zaczęto określać mianem „Monte Carlo północy”.

Możliwości wyjazdów ówczesnych Polaków na wywczasy po naszym kraju nie były więc wcale uboższe od propozycji dziś nam współczesnych. Natomiast gdy został wybrany już cel i miejsce naszego wypoczynku, pozostawał dylemat wyboru środka lokomocji. W tej kwestii również można się zaskoczyć, gdyż turyści mieli form podróży pod dostatkiem.
Łazikowanie, czyli podróżowanie pieszo było oczywiście najtańszą z możliwości podróżowania. Ta forma turystyki – aczkolwiek nie wszędzie się sprawdzająca – była i stawała się ponownie popularna, tym bardziej, że opłata za nocleg w schronisku lub u autochtonów była niewysoka. Dawała również możliwość docierania do miejsc nieodkrytych, których przede wszystkim we wschodniej części naszej ojczyzny pozostawało jeszcze bez liku.  W sklepach pojawił się przewodniki oraz pierwszy specjalistyczny sprzęt turystyczny, który jednak kosztował niemało i dla oszczędności radzono by namioty, śpiwory, materace czy kuchenki turystyczne robić samemu.

Pojawiły się też i pamiątki. W II Rzeczpospolitej w ostatnim dziesięcioleciu przed wybuchem II wojny światowej, dzięki opiece państwa i dotacjom budowano infrastrukturę turystyczną. Postawiono wówczas kilkadziesiąt schronisk górskich oraz przystani wodnych. W roku 1932 powstają dwa parki narodowe Białowieski i Pieniński, na terenie których wytyczono liczne piesze szlaki. Piękno tych terenów i ich walory turystyczne, jako jedne z pierwszych chronionych obszarów w Europie zaczęto reklamować broszurach. Wkrótce dobra reklama a przede wszystkim uroda tych miejsc spowodowały napływ szczególnie młodzieży, zachęcanej przez wspomniane już Ministerstwo Oświecenia Publicznego.

Innym niezwykle popularnym środkiem podróży był rower. Według danych z roku 1938 jednośladów było około miliona część stanowiła własność sportowych i turystycznych klubów przyzakładowych, które wypożyczały je chętnym. Doceniany przed I wojną światową (w czasie jej trwania również), w latach dwudziestych zwycięsko powrócił na drogi odrodzonej Ojczyzny. W 1927 r. działało już 50 klubów kolarskich, a dwa lata później aż 130. Dużą popularnością cieszyły się także rajdy rowerowe, „Dookoła Państwa Polskiego”, które z reguły rozpoczynały się w rocznicę świąt narodowych, lub istotnych wydarzeń z naszej historii jak np. 3 maja. Organizowano wycieczki ściśle tematyczne: „Szlakiem pana Wołodyjowskiego”, „Szlakami Adama Mickiewicza po ziemi wileńskiej”. Znaczenie patriotyczne a wręcz polityczne miały takie rajdy jak „Szlakiem Józefa Piłsudskiego” lub „Zlot kolarski do kopca Józefa Piłsudskiego na Sowińcu”.

Automobilem, koleją, statkiem, aeroplanem…

W czasie umacniania się polskiej niepodległości oraz odbudowy naszej państwowości, gospodarki i kultury, niewielu turystów podróżowało automobilem. Na samochód mogli pozwolić sobie jedynie najbogatsi Polacy. W roku 1925  został Powołany. Polski Związek Motocyklowy, który bardzo długo pozostał organizacją elitarną. Automobiliści i motocykliści wzorem kolarzy i kajakarzy mieli swoje sekcje turystyczne i sportowe. O ich rajdach i sensacyjnych wyczynach dotyczących prędkości, bądź pokonanych odległości pisały na swych pierwszych stronach gazety, a na trasy przejazdu pojazdów wychodziły całe miasteczka i wsie. Dodatkowo pojawił się problem infrastruktury drogowej. Znaczna ilość dróg w odbudowującym się kraju przez większą część roku była po prostu nieprzejezdna, a tych zdatnych do użytku było niewiele. Oczywiście wczasowicze mogli odbyć podróż autobusem, jednakże ta forma pokonywania drogi nie cieszyła się w owym czasie szczególną popularnością.

Najtańszym i wydawać by się mogło najwygodniejszym a przedewszystkim najbardziej osiągalnym sposobem podróżowania była podróż liniami kolejowymi. Coraz lepiej rozbudowana Polska sieć kolejowa, umożliwiała podróżnym dogodny dojazd w prawie każdy region naszego kraju. Jednakże przy wszystkich sukcesach rozwoju kolei pamiętać musimy o dopiero powoli zacieranych różnicach pomiędzy zaborami w systemie i gęstości sieci kolejowej. Jakość podróży koleją była zadowalająca. Oczywiście wszystko uzależnione było od wykupionej klasy przedziału a co za tym idzie ceny biletu. Natomiast bilety były zasadniczo tanie, gdyż często były dofinansowywane przez państwo. Młoda, rozwijająca się Polska kolej oferowała swoim podróżnym sowitą ofertę usług turystycznych, jak np. wspomniane już pociągi narciarskie w sezonie zimowym, na których wzór w sezonie letnim uruchomiono spec pociągi dla kajakarzy.

Tak jak i dzisiaj sieć rzek dawała turystom wiele sposobności, a takie rzeki jak Dniestr, Pina, czy Prut, płynące dziś poza naszymi granicami, należały do głównych tras na kajakarskiej -turystycznej mapie Polski. W okresie międzywojnia kajakarstwo w Polsce przeżywało swoje najpiękniejsze -złote lata. W roku 1924 w Mysłowicach powstaje pierwsza w Polsce organizacja Związek Składakowców „Hellas”, profesjonalnie zajmująca  się turystyką kajakową.  Składakowcami wówczas nazywano właśnie kajaki, które tryumfowały wśród miłośników aktywnego wypoczynku na wodzie. W 1930 r. powstał Polski Związek Kajakowców (Od 1946 roku występuje pod nazwą Polski Związek Kajakowy), który z „marszu” zespolił 30 klubów. Grzechem było by nie wspomnieć w tym miejscu o żeglarstwie i żeglarzach.

Już od roku 1917 zawiązują się pierwsze polskie – żeglarskie drużyny harcerskie we Władywostoku i Charbinie. Wykształcona już kadra harcerska w latach 1924 – 1928 organizuje szkoleniowe obozy żeglarskie na Helu. W 1919 roku powstaje Stowarzyszenie Przyjaciół Żeglarstwa przekształcone w 1922 r. w Klub Żeglarski. Dwa lata później a więc w roku 1924, na silnym już gruncie zawiązuje się Polski Związek Żeglarski z pierwszym prezesem PZŻ Panem Józefem Klejnot -Turskim.
Rozwój polskiego żeglarstwa nabiera tempa. Organizowane są obozy szkoleniowe, rejsy turystyczne zarówno śródlądowe jak i morskie, oraz powstają nowe kluby. Antoni Aleksandrowicz i Mariusz Zaruski zakładają Yacht Klub Polski. W roku kupują dwa jachty o powierzchni ożaglowania 75 m2 przeznaczone do celów szkoleniowych: „Witeź” i „Gryf”. Na jachcie „Witeź” w roku 1925 zorganizowany jest rejs morski do Danii i Szwecji.  Kolejnymi jachtami YKP były „Jurand”, „Gryf” i „Carmen”. Dzięki pracy Mariusza Zaruskiego powstaje w 1926 r.  Komitet Floty Narodowej, z funduszy którego kupiono fregaty „Lwów” (1500 m2) oraz  „Dar Pomorza” (1900 m2) a w 1934 r. „Zawiszę Czarnego”. W lipcu 1932 r. Władysław Wagner wraz ze swym  kolegą na jachcie „Zjawa” wychodzą w morze przekonując bliskich, że to tylko rejs bałtycki. Jednakże nocą Wagner wraca do Gdyni i porywa harcerski jacht I Morskiej Drużyny Harcerskiej „Zorza”. W 1933 r. docierają do Cristobal. W skutek komplikacji w lutym 1934 r woduje „Zjawę II” którą także traci „i w roku  1936 r. na pokładzie parowca „Niagara” trafia do Australii. Po jakimś czasie trafia  do Ekwadoru gdzie buduje „Zjawę III” W lipcu 1937 r wypływa ponownie do Australii i dalej trasą wokółziemską aby  po dwóch latach żeglugi przeciąć trawers „Zjawy I” ze stycznia 1933 r. W ten sposób Wagner zamknął krąg ziemski. Innym polskim żeglarzem o którym należy wspomnieć był porucznik ułanów Andrzej Bohomolec ze swym jachtem „Dal”. W czerwcu 1933 r rozpoczyna on rejs aby dopłynąć do Nowego Yorku na Światową Wystawę na „Dzień Polski” Efekt propagandowy jego wyczynu był nieprzeliczalny. „Dal” zostaje ustawiona w Jackson Park obok kopii  statku Kolumba „Santa Marii” i drakkaru Eryka Czarnego. Kolejnym filarem, pionierem polskiego żeglarstwa – samotnym żeglarzem jest urodzony w 1907 r. w Krakowie Erwin Weber. Po ukończeniu Politechniki lwowskiej jego rodzina wyznaczyła mu karierę inżyniera, którą jednak szybko porzucił. Zmienne losy pchnęły go w roku 1932 na Polinezję.  W roku 1934 osiada  w porcie Papeete na Tahiti, gdzie udaje mu się wyremontować piękny jacht – kecz oceaniczny, który ochrzcił imieniem „Farys”. Na rufie  wymalował nazwę portu macierzystego: „Gdynia”.  Z końcem lutego roku 1936 pod polską banderą wychodzi z portu na Pacyfik. Samotnik obrał kurs od Tahiti przez wyspy Bora-Bora, Huahine, Raiatei i Tahai, Ratoronga, Pago-Pago, Wyspy Samoa i Fidżi aż do Auckland w Nowej Zelandii. Na wyspie Palmerston pozostała po nim pamiątka: mały koralowy pilers w lagunie nazywany przez mieszkańców „rafą Webera”. Pokonując 3200 mil, kończy swą podróż w listopadzie tegoż roku. Po remoncie jachtu w roku 1938 wypływa w rejs powrotny, kierując się ku wyspie Wallis. Plany rejsu pokrzyżował jednak sztorm, który niszcząc chronometr zmusił go do powrotu. Po siedemnastu dniach żeglugi pomiędzy rafami ponownie zawija do Auckland, gdzie osiada na stałe.

Wróćmy jednak na ziemię a raczej unieśmy się ponad nią

Wszak dla najzamożniejszych przewidziano podróże lotnicze (bilet ze stolicy do Poznania wynosił 6 tys. marek) Podróż samolotem w dwie strony z Katowic do Krakowa kosztowała wówczas więcej niż jedną czwartą miesięcznego zarobku wykwalifikowanego robotnika. Pierwsze samoloty kursowe polskich linii lotniczych zabierały na swój pokład czterech do sześciu pasażerów. Na warszawskich Polach Mokotowa powstał pierwszy w kraju port lotniczy. W roku 1921 zostało uruchomione przez „Aerotarg” Poznańskie Towarzystwo Lotnicze połączenie powietrzne z Warszawy do Poznania ( trasa pokonywana była w dwie godziny). W roku 1922 zawiązała się firma „Aerolloyd”(„Aerolot”) która obsługiwała trasę  Gdańsk – Warszawa – Lwów.  W 1928 roku na mocy ustawy rządowej zostały zlikwidowane wszystkie pasażerskie prywatne  linie lotnicze. Z początkiem 1929 roku powstały Linje Lotnicze LOT Sp z o.o. potem dodano słowo „polskie” do nazwy firmy (już wtedy ze słynnym żurawiem logiem  zaprojektowanym przez artystę plastyka Tadeusza Gronowskiego).  W roku 1929 samolot pokonywał trasę z Katowic do Warszawy w dwie godziny piętnaście minut. Z Katowic do Krakowa w pół godziny. Porównując, pociąg pokonywał trasę z Katowic do Warszawy w blisko pięć godzin, a do Krakowa mniej więcej w godzinę i piętnaście minut. Do Brna z Katowic samolot leciał ponad dwie godziny a do stolicy Austrii docierał w trzy i pół godziny. Za bilet z Katowic do Wiednia trzeba było zapłacić w roku 1929 85 złotych. Na początku roku 1939 PLL LOT posiadał 26 maszyn. Po wybuchu wojny 16 z nich zostało internowanych w Rumunii. Nietypową praktyką tamtych czasów przy podróżach aeroplanem na którą często skarżyli się pasażerowie (pasażerki szczególnie) była „próba wagi”. Zaraz przed wejściem na pokład samolotu każdy podróżny stawał na wadze, po czym określano, ciężar bagażu, który może zostać zabrany przez pasażera. Pasażer miał prawo zabrać bezpłatnie 15 kg bagażu.

Wywczas na daczy

Tak jak i w czasach nam obecnych tylko najbogatsza część społeczeństwa mogła pozwolić sobie na stawianie w miejscowościach wypoczynkowych własnych dacz. Klasa średnia korzystała z domów prywatnych, gdzie wynajmowano pokoje, pensjonatów lub hoteli.  Co bardziej „obrotni” właściciele domków, pokoików z miejscowości turystycznych dzięki ogłoszeniom w gazetach przed sezonem gwarantowali sobie dochód a wczasowicze mogli spróbować taki turnus sobie „ustawić”. Najbiedniejsza część społeczeństwa raczej nie podróżowała.  Jeśli komuś udało się uzbierać fundusze na wypoczynek to udawał się na tydzień nad jeziora, czy w góry, wynajmując pokój w domu miejscowego gospodarza. Wcześniej jednak trzeba było listownie się umówić i zarezerwować miejsce. Telefony były wtedy jeszcze luksusem.

Obozy harcerskie i kolonie

Nie zapominajmy o najmłodszych. W sezonie wakacyjnym prężnie działały środowiska harcerskie organizując wycieczki i obozy nie tylko dla członków związku. W dwudziestoleciu organizowane były przez min. duże zakłady pracy kolonie letnie dla dzieci robotników. Z biegiem czasu stawały się one coraz bardziej dostępne i zdobywały coraz większą popularność a  dzieci chętnie na nie jeździły. Kolonie organizowano głównie dla córek i synów uboższej części społeczeństwa.

Poniżej przykładowy fragment kolonijnego planu dnia spisany z ulotki Służby i opieki społecznej z roku 1928, w której proponowano dwa obozy letnie młodzieży przemysłowej i rękodzielniczej nad morzem w Jastarni i w górach – w Jaśliskach w Karpatach.

PORZĄDEK DNIA:

7.00 pobudka
7.05 gimnastyka w obozie
7.20 mycie
7.45 modlitwa poranna, poczem podniesienie sztandaru
8.00 śniadanie
8.30 porządkowanie obozu
9.00 inspekcja obozu
9.15 – 12.00 zajęcia na plaży lub boisku, kąpiel
12.00 obiad
13.00 godzina ciszy i zupełnego wypoczynku
14.00 sporty na plaży lub boisku
17.00 podwieczorek
17.30 czas wolny
19.00 opuszczenie sztandaru narodowego, hymn narodowy
19.05 wieczerza
20.15 ognisko i pogadanki
21.15 modlitwa wieczorna
21.30 spanie


CO NALEŻY WZIĄĆ DO OBOZU?

Rzeczy konieczne: siennik, plecak, bielizna pościelowa, kostium kąpielowy, 2 koce,  kostium do ćwiczeń sportowych, ręcznik, mydło, igłę, nici, guziki, nożyczki, lusterko, szczotki, dobre obuwie, bielizna, sweter, płaszcz.
Rzeczy pożądane: latarka elektryczna, poduszka, instrument muzyczny, sznurek, książki do czytania.

OPŁATY

Sezon obozowy jest podzielony na cztery dwutygodniowe okresy:
1. okres od 1. do 14. lipca
2. okres od 15. do 28. lipca
3. okres od 29. lipca do 11. sierpnia
Za pobyt w obozie z całkowitem utrzymaniem opłata wynosi:
Za każdy okres pobytu w Jastarni po 70 zł, w Jaśliskach po 60 zł, oprócz kosztów przejazdu.

ZGŁOSZENIA PRZYJMUJE

Do obozu w Jastarni: Związek Młodzieży Przemysłowej i Rękodzielniczej w Krakowie, ul. Skarbowa 2, telefon 2598. Do obozu w Jaśliskach: Związek Młodzieży Rzemieślniczej w Sanoku.

Dzięki subwencji Min. Wyzn. Rel. i Ośw. Pub!., Min. Pracy i Op. Społ., Izby Rzemieślniczej Po­nańskiej i Izby Przemysłowo-Handlowej w Kra­kowie, wybudowaliśmy w Jastarni, zaś dzięki ofiar­ności X. Biskupa Anatola Nowaka, subwencji fa­bryki Zieleniewskiego i Starostwa w Sanoku, oraz grona profesorów i kilku innych ofiarodawców, wybudowaliśmy w Jaśliskach po kilka chatek z najkonieczniejszemi urządzeniami higjenicznemi, za co wszystkim tym dobroczyńcom najserdeczniej­sze składamy podziękowanie. W roku bieżącym pragniemy oba obozy udo­skonalić i rozszerzyć*.

(* http://www.obozy.net/jak-wygladaly-obozy-letnie-na-poczatku-xx-wieku/ )

***

W górach czy nad morzem, w pociągu, na rowerze lub kajaku – każdy Polak wypoczywał na swój sposób. Bogacze wyjeżdżali się do drogich ośrodków korzystając z uciech w pięknych willach. Ubożsi zatrzymywali się na stancjach u „miejscowych”  lub w tańszych hotelach. Ci pierwsi spędzali czas na dancingu, brydżu, czy korcie tenisowym. Drudzy na pieszych wycieczkach, rowerach czy kajakach. Łączyło ich jednak oczarowanie polską przyrodą. Tańczono, spacerowano, zawierano znajomości, bawiono się w licznych kawiarniach pływano. Z roku na rok, wraz z rozwojem Polski, rozwojem turystyki kurorty wypoczynkowe zyskiwały nową klientelę i dzieje się tak aż do dnia dzisiejszego.

MG